• Michał Bielewicz

Jedwabny Szlak wielkich zmian. Moja ocena targów CIIE 2018 w Szanghaju.

Zakończyły się właśnie pierwsze targi China International Import Expo. Zorganizowano je z zapierającym dech w piersiach rozmachem. Impreza biznesowa w założeniu miała wyjątkowo duże nasycenie polityczne, pobudzające wyobraźnię jak zmieni się układ świata w ramach projektu Nowego Jedwabnego Szlaku (One Belt One Road). Odbyła się w nowym, doprawdy wielkim i nowoczesnym centrum wystawienniczym, sąsiadującym z super hubem transportowym Hongqiao, w sąsiedztwie rozbudowywanej dzielnicy CBD (Commercial and Business District).




Pod dyktando targów zmieniono kalendarz dni szkolnych, wprowadzono w mieście liczne ograniczenia w ruchu samochodowym. Wiele mieszkańców Szanghaju wyjechało na powstały w ten sposób długi weekend. Wzdłuż głównych alteri, na stacjach metra i dworcach rozlokowano dodatkowe siły porządkowe sterujące przejazdami kolumn z oficjelami, ruchem samochodowym i nawet pieszych.

Centrum targów CIIE 2018. (Zdjęcie: twitter China Xinhua News)

Komunikaty w anglojęzycznych mediach, jak nigdy, uprzedzały mieszkających tu obcokrajowców, by posiadali przy sobie paszporty, bo wzmożona zostanie akcja legitymowania przebywających w mieście. Imprezie towarzyszył zmasowany marketing, niemal tak intensywny, jak podczas igrzysk olimpijskich. Ideę wsparto czterosłownym sloganem: "New Era, Shared Future".



Polska licznie reprezentowana


Ponad 80 polskich firm wystawiło się na kilku stoiskach tematycznych zorganizowanych przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu. Wszystkie one, w tym oczywiście narodowe, utrzymane w spójnej biało-czerwonej linii. Zostaliśmy na pewno zauważeni, co dało się odczuć w wielu rozmowach z Chińczykami i obcokrajowcami.



Zwiedzanie targów zacząłem od hali, w której prezentowały się poszczególnie kraje na okazałych pawilonach narodowych.

I w zasadzie już pierwsze minuty oglądania potwierdziły moje przewidywania co do strategii wystawy. Chińczycy zorganizowali ją, by krajom zaangażowanym w ideę Nowego Jedwabnego Szlaku stworzyć szanse pokazania się chińskim klientom i uzmysłowić korzyści z uczestnictwa w tym projekcie.

W hali z pawilonami narodowymi państwa z najbardziej rozwiniętej części świata były znacznie mniej widoczne niż zwykliśmy obserwować do tej pory. Swoją obecność mocno podkreślały stoiska krajów z Azji Centralnej, Bliskiego Wschodu, Afryki, Oceanii czy też nawet z Ameryki Południowej.




Nowi wchodzą do gry


Idea Nowego Jedwabnego Szlaku, choć jeszcze w szczegółach niedopowiedziana, stworzy szanse rozwojowe wielu krajom wciąż pozostającym poza głównym nurtem światowego handlu. Kraje, których położenie przypominamy sobie dopiero spoglądając na globus, pozbawione portów morskich, nie posiadające nowoczesnych lotnisk, linii kolejowych, autostrad czy nawet porządnych dróg, zostały wyraźnie zaproszone przez Chiny do globalnej gry. Gry w której Państwo Środka ma do ugrania inwestycję nagromadzonego kapitału, nowe rynki zbytu, miejsca zaopatrzenia w surowce i pozycję starszego brata wobec krajów do tej pory nierozwiniętych. Te natomiast otrzymują szansę na skok cywilizacyjny, szybki rozwój gospodarczy i najnowszą infrastrukturę wybudowaną nawet na super niesprzyjającym terenie. Oczywiście w grze są także aspekty bezpieczeństwa i stabilności politycznej danego obszaru.




Co zmieni Nowy Jedwabny Szlak?


Oczami wyobraźni widzę jak przez kolejne lata i dekady wzdłuż szlaku, korzystając z jego infrastruktury kształtują się nowe synergie handlowo produkcyjne wytwarzające dobra, przesyłane dalej wzajemnie pomiędzy krajami oraz oczywiście z/do Chin. To zdecydowanie zmieni paradygmat biznesowy świata w długim okresie.


Czy na przykład Afganistan może stać się matecznikiem producentów świetnej czekolady, soku pomarańczowego lub wyśmienitego musli wysyłanego szlakiem potem do Chin albo na Ukrainę? Może! Choć dziś trudno to sobie jeszcze wyobrazić, nie tylko z gospodarczego, ale również politycznego punktu widzenia.


Afganistan nie jest oczywiście synonimem prawa, stabilności czy bezpieczeństwa. Nie jest też krajem rolniczym. Ale naiwnością byłoby sądzić, że tak będzie już zawsze. Projekt jedwabnego szlaku to projekt inwestycyjny, zmieniający infrastrukturę krajów, których dotyczy. Musi on zakładać strukturalną ochronę szklaku na całej długości wspartą korzyściami gospodarczymi krajów tranzytowych. Inaczej towary stałyby się łupem dziesiątek lokalnych watażków, tylko wzmacniającym destabilizację poszczególnych obszarów. I w tym kontekście jestem przekonany, ze dyplomacja chińska od lat już pracuje nad uregulowaniem tej kwestii.


By przywołany powyżej Afganistan stał się eksporterem, wystarczy, że znajdzie się inwestor, który w Afganistanie wybuduje fabrykę, do której półprodukty dojadą koleją z Białorusi, Rosji czy Afryki a technologie i know-how zapewnią przedsiębiorcy z Chin, USA lub Europy. Podobna rzecz stała się przecież w Polsce przez ostanie niemal 30 lat. Lokalizacja pomiędzy zachodem Europy a krajami jej wschodnich ziem dała nam liczne korzyści wynikające z położenia i współpracy z sąsiadami oraz sąsiadami naszych sąsiadów.


Układanie systemu inteligentnego nawadniania upraw. (zdjęcię: haaretz.com)

W przypadku produktów żywnościowych, na które popyt rośnie wraz z populacja globu, kraj tranzytowy szlaku, nie będący dziś krajem rolniczym może być w stanie zapewnić wybrane surowce z własnych upraw. Istnieją już zaawansowane technologie, oszczędnej w wodę irygacji terenów ekstremalnie trudnych do upraw, takich jak podgórskie pustkowia, stepy czy nawet pustynie, zmieniając je w obszary rolnicze. Projekty takie już realizowane są na przykład w Mongolii Wewnętrznej zmieniając nieefektywne pod względem kosztowym i zapotrzebowania na wodę uprawy kukurydzy na dochodowe uprawy kaszy jaglanej. Agro-technologicznie świat jest już gotowy do tworzenia nowych obszarów produkcji rolno-spożywczej.


Pola uprawne na pustyni w Mongolii Wewnętrznej. (zdjęcie: motherjones.com)

Czy Europejscy producenci mają się czego obawiać?


Wytwórcy produktów o niskiej wartości dodanej, czyli mówiąc wprost produktów nieskomplikowanych powinni odczuwać presję, w tym wspomniani już producenci spożywczy. A już na pewno te przedsiębiorstwa, które wciąż planują ekspansję do Azji. Bo choć producenci w Afganistanie, Armenii czy Uzbekistanie nigdy nie będą mogli napisać na opakowaniu swoich wafelków "Made in Europe", to z pewnością będą mogli przebić się ceną, być może też wyglądem, opakowaniem i jakością serwisu. A w kontekście Chin ich dużą przewagą będzie szybkość dostawy na rynek.


Zwiedzając pawilony narodowe na targach CIIE zobaczyłem stoisko kraju, który szczególnie mnie zaintrygował. Był to Uzbekistan. Obok rękodzieła, pokazali niemałą gamę produktów spożywczych wyglądem przypominających artykuły z polskich półek. Ich opakowania, może nie były jeszcze dopasowane do chińskiego rynku, ale też nie ustępowały produktom polskim.


Czy polscy producenci będą w stanie wytworzyć wartość dodaną do swoich produktów, by wygrać z nimi wyścig o miejsce na stole Chińczyków? Jak tego dokonają? Czy zdążą nim rynek chiński będzie już "zagospodarowany"? A co będzie jak któregoś dnia do kupców zlokalizowanych w Polsce sieci handlowych zapukają producenci z Taszkientu? Zupełnie tak samo jak my zapukaliśmy do drzwi kupców w Londynie, Berlinie czy Paryżu.


Produkty spożywcze wyprodukowane w Uzbekistanie

Łatwo nie będzie, ale warto


Import żywności do Chin nieustannie rośnie. Wprawdzie władze Chin deklarują otwartość na produkty zza granicy, to jednak sprzedawanie za Wielki Mur jest bardzo trudne. Zwykliśmy uważać, że wystarczy oferować dobry importowany produkt w odpowiedniej cenie. Niestety, liczne bariery formalne, odmienne normy produktowe, przeregulowanie najprostszych czynności, uznaniowość urzędników, różne i szybko zmieniające się upodobania chińskich konsumentów oraz obiektywne trudności jak język, kultura czy nawet różnica czasu sprawiają, że skuteczne dotarcie z produktem do rynku jest doprawdy trudne. To wyzwanie dla najsprawniejszych, zdeterminowanych i doświadczonych graczy, potrafiących współpracować z lokalnymi partnerami.


A nam handel z Chinami wyjątkowo nie wychodzi. Kosmetyki dopiero szukają swojej szansy za Wielkim Murem. Nasze produkty spożywcze od lat promowane na targach, co do zasady też nie odniosły do tej pory sukcesu w Chinach. Składa się na to wiele czynników, o których wspominam w swojej książce poświęconej handlowi art. spożywczymi, ale chyba najpoważniejszymi z nich jest nieprofesjonalne podejście przedsiębiorców. Działanie ad hoc, niska wiedza o chińskich realiach, brak elastyczności w odniesieniu do rynku i produktów, nieumiejętność pracy z chińskimi partnerami i działanie przedsiębiorców w pojedynkę, trwając w zwarciu polsko-polskim, to nasze słabości. Pora na głębokie zmiany w strategii.


Te same problemy z całą pewnością będą mieli producenci z "nowych" krajów. Czas więc najwyższy pracować nad sposobem handlu z Chinami, produktem i marketingiem, by ubiec kolejnych konkurentów. Jak pokazuje przykład Uzbekistanu, konkurentów wcale nie przyszłych, ale już dzisiejszych; teraźniejszych. Zbyt wiele jest do ugrania na całym Nowym Jedwabnym Szlaku, i oczywiście w samych Chinach.


Nie zapominajmy bowiem, że kilkusetmilionowa chińska klasa średnia to nie jedyny strategiczny cel jaki powinniśmy sobie stawiać. Przez kolejne dekady klasa średnia ukształtuje się zapewnie także w niemal czterdziestomilionowym Afganistanie, trzydziestomilionowym Uzbekistanie czy nawet dziesięciomilionowym Azerbejdżanie. A stolice tych Państw kiedyś mogą stać się atrakcyjnym miejscem pracy naszych dzieci w lokalnych oddziałach goloblanych korporacji. Tak jak chińskie: Szanghaj, Hangzhou czy Chengdu stały się dobrym miejscem pracy i nauki dla naszego pokolenia. Choć kiedy upadał Mur Berliński nikt z nas sobie tego nie wyobrażał.

  • White LinkedIn Icon
  • White Twitter Icon
  • White Facebook Icon

© 2020 by Michał Bielewicz. Wszystkie prawa zastrzeżone.

  • White LinkedIn Icon
  • White Twitter Icon
  • White Facebook Icon